Relacja z klubowego startu w Festiwalu Biegów w Krynicy

Wakacje wakacjami, ale rok szkolny trzeba zacząć jak się należy, czyli biegowo. Małym przetarciem dla niektórych był VI Bieg Charytatywny Fundacji Tesco, jednak większość członków naszego klubu postanowiła uczcić koniec wakacji w malowniczej i słonecznej Krynicy Zdrój. Nie mogło być inaczej, skoro w terminie 08-10 września odbywał się tam Festiwal Biegowy, gdzie każdy biegacz być powinien, dlatego nas tez nie mogło tam zabraknąć. Startowaliśmy w różnych biegach. Każdy z nas walczył na trasach nie tylko z kilometrami, ale również z własnymi słabościami.

A oto nasza liczna reprezentacja KKB: Kamil oraz Krzysiek ( półmaraton, bieg nocny na 7 km, Runek Run), Łukasz Machlowski ( życiowa Dziesiątka, Karol Maraton – 13 msc. OPEN), Ryszard Machlowski  (Koral Maraton – 23 msc OPEN),Jan Kordos (Półmaraton), Grażyna Machlowska (Półmaraton), Mariusz Wijas (Półmaraton). Bardziej górskie trasy wybrała trójka klubowiczów  Kuba ( 66 km oraz Bieg na Jaworzynę wraz z żoną Kasią), Kamila i Tomasz ( 34 km).

Humory oraz pogoda dopisywały wszystkim przez cały festiwal. Każdy był zadowolony ze swoich rezultatów. Uśmiech zawsze był obecny na naszych twarzach, szczególnie w momencie przekraczania mety, czy w momencie łamania kryzysów na trasie. Poniżej kilka słów o moich zmaganiach w biegu górskim na 34 km:

Sobota rano- noc nie przespana, bo z tych nerwów nie mogłam, ale trudno, skoro powiedziało się A, trzeba powiedzieć B. Po kilku przygodach, małym spóźnieniu na miejsce zbiórki dotarłam do autobusu. I tutaj już było coraz gorzej- stresik zaczął sie uaktywniać coraz bardziej. W głowie tylko cały czas pytanie- czy ja dam radę? na zamianę z drugim- po co mi to było?. popatrzyłam na Tatę siedzącego obok- ostoja spokoju. Powiedziałam sobie wtedy- weź się w garść. Jest plan jak to przebiec, trasę znacie, kto nie da rady jak nie my?

Godzina 12- Piwniczna- i ruszyli… najpierw Ci co mają chęć wygrać i tyle ich widzieliśmy. potem następni- my w ostatniej fali razem z innymi, którzy biegną pierwszy raz i są jeszcze bardziej przerażeni niż my 🙂 to dodało nam otuchy. Biegniemy, podziwiamy widoki, robimy zdjęcia- w końcu jakaś pamiątka- ze jednak podjęliśmy to wyzwanie musi być. Jest lepiej- nawet wyprzedzamy innych- to dodaje nam skrzydeł i na pierwszym punkcie kontrolnym meldujemy sę wcześniej niż zamierzaliśmy- jest moc- chwila przerwy, krótkie rozmowy i biegniemy dalej. Przed nami największe wyzwanie- Wierchomla- muszę przyznać, ze lepiej nam się weszło ( nie ma się co oszukiwać- większość tam wychodzi, a nie wbiega :)) niż zbiegało. I tutaj stała sie najsmutniejsza rzecz- okazało sie ze pojawiły sie drobne problemy ze zbieganiem, co znacznie opóźniło nasze zamierzenia co do czasu. Jednak nie poddaliśmy się z Tatą i walczyliśmy dalej. Połowa trasy- pojawił się doping znajomych, którzy czekali na start Runek Run. Jest póki co dobrze- truchtamy, ponownie spotykamy znajomych i wspólnie pokonujemy dalsze kilometry. Jeszcze jedno podejście i będzie z górki. Patrze na zegarek- jest lepiej niż myślałam. Dotarliśmy na Runek i pojawił się uśmiech na mojej twarzy- ostatnia prosta. Patrzę na Tatę- moja myśl-  to będzie długa ostatnia prosta. Patrzę na zegarek- mamy taki zapas, ze w limicie się zmieścimy. Teraz nie można odpuścić. Ostatnie kilometry były ciężkie. Pocieszał mnie fakt, ze nie tylko dla nas. Kiedy zobaczyłam deptak- byłam szczęśliwa. Powiedziałam- „Tato- nie masz wyjścia- teraz musisz biegnąć” – Na metę wbiegliśmy razem. Tata do dziś nie wierzy, ze to przebiegł,  a ja jestem z niego bardzo dumna 🙂  Na mecie aż się łezka zakręciła. Czy pobiegniemy za rok? Tata mówi, ze nie, a ja myślę, ze tak-  bo takie górskie biegi są całkiem ciekawe.

Kamila Krawczyk – Krakowski Klub Biegacza „Dystans”